Indyjskie wesele – część 3

Indyjskie wesele – część 3

Za parę godzin miał się spełnić indyjski sen i zostać zawarty przed Świętą Księgą związek małżeński w bajkowej świątyni, która wyglądała jakby ktoś ją umyślnie zaczarował. Panna Młoda w baśniowej scenerii symbolicznie miała pożegnać się ze swoją rodziną i zostać zabrana do domu męża, by stać się częścią jego rodziny. Emocje były bardzo silne, podczas ceremonii sięgnęły nawet zenitu. Była wielka radość i wielki smutek. Jedni czuli stratę, a drudzy radość. To kwintesencja indyjskiej kultury, podstawa obyczajowości, która wyznacza nurt życia Indusów i tworzy ich tożsamość kulturową. Silne emocje, żywe barwy, rytuał, kontrasty mają odzwierciedlenie w indyjskiej sztuce, teatrze, filmie, muzyce…

Ceremonia w gurudwarze

Kolejny raz wstaliśmy bardzo wcześnie rano, choć czasu na sen było bardzo niewiele, gdyż wieczór kawalerski trwał do późna. Mimo wszystko poinformowano nas, że ceremonia zaślubin odbędzie się wcześniej. Zapomnieliśmy o tolerancji czasowej wg złotej zasady „Indian stretching time” („Indyjski rozciągliwy czas”), która również tym razem się sprawdziła. Ubrani w odświętne indyjskie stroje pojechaliśmy wraz z gośćmi do sikhijskiej świątyni, zwanej gurudwarą. Gurudwary nie są tak okazałe jak chociażby świątynie buddyjskie (oprócz oczywiście szczerozłotej gurudwary w Amritsarze, gdzie przechowywany jest oryginał Świętej Księgi guru Nanaka), jednakże na okoliczności zaślubin są bajecznie przystrajane, że nie sposób przejść obok nich obojętnie (w dni powszednie wyglądają jak kilkupiętrowe budynki wplecione w inne zabudowania). Na miejscu czekały na nas orzeźwiające napoje, drinki oraz przekąski, które serwowali elegancko ubrani, choć lekko przykurzeni, kelnerzy, a wszystko to odbywało się na tle barwnych dekoracji, lejących się z dzbanów kwiatów, a także… żaru z nieba. Państwo Młodzi dopełniali ostatnich rytuałów w czasie kiedy oczekiwaliśmy ich przyjazdu, chłodząc się przy wentylatorach przed świątynią. Zgodnie z tradycją Panna Młoda otrzymuje od swojego wujka specjalne czerwone i białe bransoletki (niegdyś bywały zrobione z kości słoniowej), które mają zapewnić jej szczęśliwe życie małżeńskie,  następnie zostaje przyodziana w tradycyjny weselny strój indyjski w czerwonym kolorze oraz niezliczoną ilość biżuterii. Pan Młody również jest przygotowywany do ceremonii. Udekorowana zostaje klacz, na której ma przyjechać do gurudwary. Na głowę wkłada specjalną czapkę z koralikami zasłaniającymi twarz. Szwagierka maluje mu oczy czarną kredką – tzw. khajalem, co ma uchronić go przed złym spojrzeniem. Podczas jazdy towarzyszy mu mały chłopczyk (siostrzeniec lub bratanek) w takim samym jak on stroju.

Przyjazd księcia na białym koniu

Odurzeni upałem i zmęczeni długim wyczekiwaniem, usłyszeliśmy z oddali rytm bębnów i strzały armatnie. Oto zbliżał się Pan Młody z orszakiem tańczących gości ze strony swojej rodziny. Muzycy uderzali coraz mocniej w bębny, goście tańczyli jak w transie, podczas gdy z przodu orszaku co chwilę strzelała armata kaskadą kwiatów zamiast amunicji. Pan Młody dumnie jechał na białym, przystrojonym koniu, a goście wiwatowali i okazywali mu cześć godną króla. Jego pochód powitany został uroczyście przez męskich krewnych Panny Młodej, po czym nastąpiła indywidualna wymiana pozdrowień: mężczyźni ze strony narzeczonej ofiarowywali równym rangą mężczyznom ze strony narzeczonego wieńce kwiatów i odwrotnie. Wszystko odbywało się wg starszeństwa i hierarchii krewnych.

Szukaliśmy wzrokiem Panny Młodej. Pan Młody dumnie i z fanfarami zajechał przed świątynię, lecz gdzie się podziała jego przyszła żona? Zastanawialiśmy się czy wkroczy z równie uroczystym korowodem… Otóż nie, przyjechała po chwili zwykłym, nieozdobionym samochodem w towarzystwie przyjaciółek i skromnie, bez owacji, lecz przystrojona niczym choinka, weszła do świątyni…

 

Emocje narastały i zaczęła się ceremonia zaślubin na tle hipnotycznej muzyki. Wejść do świątyni można wyłącznie boso z zakrytymi chustą włosami (dotyczy to obu płci), a podczas ceremonii siedzi się na wyłożonej miękkim dywanem podłodze (muszę przyznać, że to duży komfort). Panna Młoda bardzo przeżywała moment składania przysięgi  i całą ceremonię płakała. Ciężko było zobaczyć radość na twarzach jej krewnych, przyjaciół, jej samej… Zgodnie z obyczajem sikhijskim ojciec Panny Młodej wiąże w trakcie ceremonii Młodym ręce sznurem, który ma symbolizować oddanie córki i połączenie Młodych. Podczas tego dość krótkiego obrzędu, Pan Młody prowadzi za sobą żonę cztery razy dookoła Świętej Księgi. Od tej chwili małżeństwo uznaje się za zawarte.

To nie był koniec atrakcji na dziś. Po części oficjalnej goście zostali zaproszeni na poczęstunek, który został przygotowany również w świątyni. Kolejny raz nasze brzuchy zostały wypełnione po pępek. Do wyboru mieliśmy różne kuchnie świata: indyjską, tajską, chińską, włoską… Nawet zaduch i upał nie powstrzymał nas przed spróbowaniem wszystkich rarytasów. Po poczęstunku nastał również czas na tradycyjne zabawy weselne. Jedną z nich jest „chowanie butów Pana Młodego”. Z racji tego, że do świątyni w butach wejść nie można, łatwo jest je „ukraść” i schować, co też zrobiła jedna z koleżanek Panny Młodej. Pan Młody swoje buty musi „wykupić” i nie odbywa się to bez negocjacji i, tak charakterystycznego w Indiach, targowania się. Gdy zostanie osiągnięty kompromis, pieniądze za wykup butów trafiają do koleżanek Panny Młodej.

„…and now she’s gone”

Pod wieczór Panna Młoda zmieniła kreację weselną w tą, którą otrzymała w prezencie ślubnym od swojej teściowej. Przyszedł czas na obdarowywanie się prezentami. Prezenty dostają nie tylko Młodzi, ale także ich rodzice i krewni wymieniają się nimi nawzajem. To był jeden z „najdłuższych” dni weselnych. Padaliśmy już z nóg, upał i zmęczenie po dwóch dniach wesela dał się nam we znaki. Koniec tejże ceremonii to jedna z najsmutniejszych chwil wesela indyjskiego. Panna Młoda opuszczając próg świątyni wkracza w nowe życie i jedzie z Panem Młodym do domu jego rodziców. Już nigdy nie wróci do rodzinnego domu. Oczywiście rodzinę będzie odwiedzać, ale już nigdy z nią nie zamieszka. Od teraz będzie miała nową rodzinę – rodzinę swojego męża, której, zgodnie z tradycją, będzie się musiała podporządkować. Od szczęścia zależy czy przyjmą ją jak swoje nowe dziecko i czy będzie dobrze się czuła w nowym domu. Dlatego też po opuszczeniu przez Młodych świątyni goście zostają w pełnej smutku atmosferze. Przyjaciółki Panny Młodej wciąż płakały i mówiły „she’s gone” (z angielskiego „odeszła”, „jest stracona”).

Na wesele indyjskie składa się jeszcze ostatnie przyjęcie w czwartym dniu, kiedy następuje oficjalne przedstawienie młodych małżonków i pożegnanie dziewczyny ze swoją rodziną. Ze względu na rezerwację naszych biletów do Goa, w tym wydarzeniu już nie uczestniczyliśmy. Wesele to jedna z najważniejszych tradycji w Indiach. Przepełnione jest skrajnymi emocjami od euforii, radości po głęboki smutek i nadzieję. Można by rzec, że tradycja nadal faworyzuje płeć męską i jest odwołaniem do dawnego stylu życia. Rodziny często przeznaczają znaczną część swojego majątku na wyprawienie wesela, szczególnie córki, nadal funkcjonuje system aranżowanych małżeństw. W końcu kobieta niezamężna zajmuje w Indiach niższą pozycję społeczną. Mimo, że w tym kraju zachodzi wiele zmian, szczególnie w stylu życia, to jednak tradycja wywiera wciąż silną presję na relacje społeczne. Świadczy o tym choćby fakt, że młodzi małżonkowie nie mogą się usamodzielnić, tylko muszą dzielić wspólne lokum z rodzicami męża. Patrząc z zewnątrz można stwierdzić, że tradycja ta jest różnobarwna, ciekawa, towarzyszą jej piękne stroje i przepych. Po bliższym przyjrzeniu się nasuwa się jednak refleksja czy przypadkiem to nie jest tylko kamuflaż? Indyjski sen? Czy chcielibyśmy być na miejscu Panny Młodej? Bo przecież ten czar, którym Młodzi na weselu są obleczeni, może w każdej chwili prysnąć… Jednak naszym Młodym życzę, by ich czar trwał wiecznie !

Sceneria jak z bajki… książę jedzie na białym koniu. Towarzyszy mu tłum roztańczonych gości, wystrzały armatnie i bębny… Daliśmy się porwać muzyce i dołączyliśmy do korowodu.

Olśniewająca Panna Młoda skromnie, bez pompy przyjechała do świątyni. Jednakże nie mogła zostać nie zauważona… Przygotowania zajęły kilkanaście godzin…Tego typu stroje zawsze budziły mój zachwyt.

 

Zobacz również:



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *