Dla jednych wypoczynek, dla drugich pożegnanie zmarłych

Dla jednych wypoczynek, dla drugich pożegnanie zmarłych

Dawno temu, hinduski mędrzec Narada wyrzucił w powietrze kawałek płótna. Opadło ono dokładnie tam, dokąd zmierzaliśmy, czyli nadmorskiej miejscowości Varkala. Plażę, przy której powstała, nazwano Plażą Odkupienia. Dlatego też wciąż Hindusi przychodzą wysypywać na niej prochy swoich zmarłych.

Varkala to idealne miejsce w Kerali na wypoczynek ze spa na każdy portfel. Miejsce dobre dla tych, którzy nie lubią zatłoczonych kurortów.

W Varkali na szczęście jest więcej plaż niż ta jedna przeze mnie wspomniana, w dodatku wszystkie są wyjątkowo urokliwe, położone poniżej klifowego wybrzeża. W morzu można się oczywiście kąpać bez obaw, że ktoś wyrzuci obok nas do wody prochy przodków…

Wypoczynek w Varkali zapadł nam szczególnie w pamięć. To bardzo kameralny kurort, szczególnie dzięki klifowemu wybrzeżu, wzdłuż którego rozciąga się sieć restauracyjek, drobnych sklepików i centrów ajurwedy. Nasz ośrodek letniskowy również bardzo przypadł nam do gustu. Właściciel pracował jakiś czas w Niemczech, więc – co tu dużo mówić – stworzył hotel z niemiecką pieczołowitością i indyjskim stylem. Papierki i listki były codziennie zbierane, trawka zawsze przystrzyżona, a ogród gustownie urządzony. Ponadto hotel miał wspaniałą restaurację z widokiem na morze, pyszną kuchnią obsługiwaną przez sympatycznych tybetańskich kelnerów.

Zapach olejku, dźwięki relaksacyjnej muzyki, dotyk dłoni masażystki na ciele…

Terapia ajurwedyjska spełniła w końcu nasze oczekiwania. Do trzech razy sztuka ! Nasz pobyt upływał nam na błogim relaksie, odprężeniu, korzystaniu z terapii medycyny ajurwedyjskiej, kosztowaniu różnych gatunków ryb, moich ulubionych tybetańskich pierożków momo, popijaniu pysznego lassie, spacerach po klifie, plażowaniu… Aż w końcu straciliśmy poczucie czasu rozkoszując się dobrodziejstwami Varkali. Czas się zatrzymał. Rozciągnął w charakterystyczny indyjski sposób. Pewnego wieczoru postanowiłam zerknąć do swoich notatek i planu podróży, i tu nagle nastąpiło przebudzenie z indyjskiego snu.

Mayday, mayday…

Jeden dzień ! Co się z nim stało…? Wyparował i zniknął niepostrzeżenie! Plan podróży rozpisaliśmy o 1 dzień za dużo niż jest dni w listopadzie… Ajajaj… No nic, trzeba porozmawiać z kierowcą, musimy dać radę i zrealizować plan. Zastanawialiśmy się czy po powrocie do Cochin, starczy nam czasu, by kupić sari na wesele? Nie mieliśmy innego wyjścia z tej patowej sytuacji. Rozwiązanie można znaleźć w każdej sytuacji. Po chwili przebudzenia z europejskim stresem, powróciliśmy do błogiego, indyjskiego relaksu w przyjemnym kurorcie.

„Ciągle pada, alejkami już strumienie wody płyną…”

Niestety deszcz nie chciał nas opuścić. Codziennie po prostu lało jak z cebra ! Już praktycznie stracilismy nadzieję na poprawę pogody, choć pora monsunowa występuje w zupełnie innym okresie. Oczywiście nie było to naturalne zjawisko. Uliczni handlarze byli bardzo zawiedzeni, co manifestowali, gdy przechodziliśmy obok ich sklepików, smutnym stwierdzeniem „no business today, it’s raining. I don’t know what happened meme” Nawet stracili ochotę na naganianie turystów, których teraz można było policzyć na palcach. No cóż, dla nas ta sytuacja była na przekór korzystna, mieliśmy okazję kupić parę pamiątek po bardzo okazyjnej cenie. Targowanie było skuteczniejsze niż zazwyczaj. Zakupy warto tu zrobić, mimo iż jest to turystyczne miejsce. Szczególnie warte uwagi są wyroby jubilerskie z Tybetu.

Potwór z głębin

Na szczęście w końcu Słońce zdołało przedrzeć się zza chmur, deszcz ustał, więc bez chwili zastanowienia uderzyliśmy na plażę. Plaża w tym roku ze względu na deszcze skurczyła się, w zasadzie powstało kilka mniejszych plaż. Gdy woda po jakimś czasie opadnie, wzdłuż klifu będzie się rozciągać jeden długi piaszczysty pas. Dziś na plaży swoje białe cielska wystawiła większa ilość turystów. Po znalezieniu wolnego miejsca, wypatrzyła nas stara handlarka, która starała się nam wcisnąć banany. Podchodziła do nas z częstotliwością 5 minut, co przeciętnego śmiertelnika doprowadziłoby do szału. W Indiach natomiast można nauczyć się cierpliwości i zwrot „no, thank you” po pewnym czasie powtarza się jak mantrę.

Oto przyczyna morskiej paniki. Biorąc pod uwagę, że to węże lądowe i pewnie nie przeżyłyby długo w morskiej wodzie, to jednak natknięcie się na nie w wodzie nie byłoby zbyt przyjemne, szczególnie, że to gatunek jadowity…

Powietrze było dziś ciężkie i wilgotne, a morze pomarszczone od fal, które wykorzystywali niektórzy turyści starając się je ujeżdżać na deskach pływackich. Już chcieliśmy wejść do wody, gdy na plaży wybuchła nagła panika i zrobiło się wielkie poruszenie. Ratownicy zaczęli wywoływać wszystkich z wody. Wyobraziłam sobie, że to rekin i przypomniał mi się film „Szczęki”… No, ale tutaj…? To niemożliwe. W takim razie topielec albo zwłoki, które do plaży przywiódł prąd morski. Zdobycz została wyciągnięta na brzeg… Dookoła zrobiło się zbiegowisko. Co to mogło być…?! Otóż okazało się, że to dwa zaplątane w rybacką sieć… węże ! I to węże lądowe. Jak się znalazły w morzu, tego nikt nie wie. Natomiast poinformowano nas, że gatunki te są bardzo niebezpieczne. Na szczęście węże zostały ewakuowane z plaży z zamiarem wypuszczenia ich na wolność w bezpiecznym miejscu. Plażowanie natomiast szybko wróciło do normy, turyści rozeszli się na swoje kocyki i szybko zapomnieli o incydencie. Ułożyłam się wygodnie na kocyku i wtem poczułam na nosie krople, a po chwili w oddali usłyszałam grzmot… Cholera, znowu zaczęło lać !

Nie spodziewaliśmy się, że rybny półmisek będzie aż tak nieprzyzwoicie obfity. W trzy osoby nie byliśmy w stanie go na raz pochłonąć, więc o śniadanie następnego dnia nie musieliśmy się martwić 🙂 Tymbardziej, że przyszedł czas na oszczędności…

Z notesu podróżnika…

Wskazówki:

  • Varkala słynie z ajurwedy. Warto właśnie tu zafundować sobie terapię. Masaże są na dobrym poziomie, a relaks jest gwarantowany. Godny uwagi jest wyszczuplający ciało body scrub, rejuvenating massage, shirodara. Oprócz ajurwedy znajduje się tu sporo szkół jogi, a nawet szkół gotowania.
  • Godna polecenia jest restauracja w Clafouti Inn (ośrodku, w którym się zatrzymaliśmy). Ceny są przystępne, mają ogromny wybór lassie (najlepsze to bananowe i z papai), pyszne pierożki momo i oczywiście grillowane ryby! Można także zamówić małże z jednodniowym wyprzedzeniem (dostaniemy ich całą michę!)
  • W Varkali jest dużo przybyszów z Nepali i Tybetu. To bardzo mili ludzie. Sprzedają piękne wyroby jubilerskie, misy tybetańskie, tybetańskie male (rodzaj różańca)… Piękne rzeczy, aczkolwiek często ciężkie. W tych sklepach trudno jest się targować. Zazwyczaj są tam już z góry ustalone, niezmienne ceny…
  • W Varkali bez problemu porozmawiamy z rodziną w kraju przez skype’a. Dookoła mnóstwo jest kafejek internetowych i za niewielką sumę można skorzystać z Internetu.
    W samym kurorcie nie ma bankomatów, są kantory. Natomiast zdarza się, że można płacić kartą… Jeśli chcemy wypłacić pieniądze, najbliższy ATM jest w miasteczku.
  • Zakupy w okolicznych sklepikach najlepiej robić wieczorem. Sprzedawcy proponują o wiele niższą cenę wyjściową wraz z końcem dnia i łatwiej jest się z nimi targować.
  • Polecamy zakwaterowanie w Clafouti Inn. Bardzo zadbane miejsce. Do wyboru są bambusowe droższe domki, tańsze murowane oraz mniejsze bambusowe z tyłu resortu. Co prawda nie ma ciepłej wody, ale można ją sobie przynieść w wiadrze. Na terenie ośrodka jest dwupiętrowa restauracja z widokiem na morze, biuro podróży, kafejka internetowa z kamerami do skype’a, centrum ajurwedy, joga, a nawet salon piękności Lakshmi.
W tym resorcie można bardzo przyjemnie spędzić czas…

Ceny:

  • 3-dniowa terapia ajurwedyjska (1,5 h zabieg dziennie) – 3700 Rs. Przykładowe zabiegi: masaż rewitalizujący, masaż ziołowymi stemplami, masaż karku, odchudzający body scrub, masaż miodem, face pack (maseczki na twarz), shirodara. W ofercie są także terapie 1-2 tygodniowe połączone z dietą
  • Pierożki momo (90 Rs.), ryba red snapper, tuńczyk tandoori – 555 Rs.
    Owocowe lassie – 40 Rs.
  • Zestaw śniadaniowy (Israeli breakfast, banana pancake, chlebek nan) – 300 Rs.
  • Duży półmisek owoców morza (kalmary, krewetki, red snapper, mahi, tuna, frytki, sałatka) – 1500 Rs.
  • Posmak Tajlandii (tom yum, tom kha) – 115 Rs. każda
  • Włoska kawa w Cafe del Mar (z ekspresu ciśnieniowego) – 60 Rs. – 100 Rs.
  • Bawełniana sukienka – 210 Rs.
  • Zamówienie dzień wcześniej małże (cała miska) – 400 Rs.
  • Zestaw z kalmarami – 200 Rs.
  • Zestaw z marlinem – 200 Rs.
  • Herbata miętowa – 10 Rs.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *